-Morgan nie teraz! - wrzasnęłam na Morgan Eleonor która ciągle nawija mi o jakiejś książce w której dało się latać. A ja muszę się pouczyć do eliksirów cholera jasna!
-Gdybyś zareagowała pewnie dawno usłyszałabyś co chciałam Ci powiedzieć i nie musiałabym powtarzać tego przez ostatnie 2 godziny do 10 sekund...
-A wcześniej tak nie mogłaś?! - nie doczekałam się odpowiedzi i nie zdążyłam odezwać się po raz drugi, bo ta już zaczęła od nowa:
-Czytałam książkę gdy byłam mała, o Piotrusiu Panie - chciałam jej przerwać by zapytać co to takiego to: Piotruś Pan, ale okazało się to niemożliwe - no i wiesz tam mogli latać! Na tej wyspie nie?
-Jakiej znowu wyspie?
-No Nibylandii! Bo tam mieszkał Piotruś Pan! I tam człowiek się nie mógł zestarzeć! I były wróżki i zaginieni chłopcy, piraci i Indianie. A Kapitan Hak, no wiesz ten który miał statek piracki ten to miał przechlapane! Ciągle gonił go krokodyl który miał zegar w żołądku! I tam można było być ciągle dzieckiem, czaisz? CIĄGLE! Fajnie, nie?! - przerwałam naukę, bo mimo tej zakałapućkanej plątaniny słów którą przekazała mi Morgan zainteresowało mnie to co mówi. Dała mi do przeczytania "Piotrusia Pana", więc przeczytałam. Kocham czytać, serio.
-Ej Morgan, a dlaczego ta książka Ci się tak podoba, co? Moim zdaniem nie jest zbyt... hmm - myślałam jakby to powiedzieć żeby jej nie urazić - rozwinięta.
-Jest i to bardzo! - oburzyła się się Morgan robiąc minę małego pekińczyka który obrazi się, bo chcę się z nim wyjść na spacer. Wiem o czym mówię, miałam kiedyś pekińczyka nazywał się Yo-ho (czytaj: joł hoł), a niczego bardziej nie znosił niż wychodzenia na dwór. Kompletne przeciwieństwo mnie!
-Ale to przecież jakieś dyrdymały dla dzieci! Albo co gorsza: Czarna Magia! Przecież pamiętasz, że tylko Sama-Wiesz-Kto potrafił latać bez miotły, testrala czy czegokolwiek innego, po prostu frunął! Tak samo latający statek! to przecież czyste zło!
-Mówisz jak Trelowny! - obruszyła się Morgan, ale ja już się nakręciłam, więc nie przerywałam.
-Wieczna młodość? Wieczne życie? No, proszę Cię! Insygnia, horkruksy, kamień filozofów, picie krwi jednorożców i...
-Wiara... - powiedziała cichutko Morgan, jakby trochę przestraszona, a trochę zirytowana. - Jeśli nie zauważyłaś to w Nibylandii nie używano żadnych materialnych rzeczy by być ciągle młodym. Oni chcieli, ciągle chcieli być dziećmi wierzyli, że to co tak kochają może trwać wiecznie. Budzili się każdego dnia i chodź wielu ludzi nazwało by ich po prostu głupcami to ja powiem, że byli najmądrzejszymi ludźmi na świecie. Pamiętasz jak mięliśmy napisać esej na temat "Na pograniczu"? - milczałam - Pamiętasz jak napisałaś, że w Lunie było piękne to, że wierzyła? Dlaczego, więc nie podoba Ci się wiara dzieci?
-Bo to dziecinne. Wierzą w takie głupoty... że mogą latać, bawić się całymi dniami i nie przejmować się niczym poza sielanką.
-Joiselle. Powiem Ci tylko, że nie sztuką jest być dorosłym z tymi wszystkimi "ważnymi" sprawami, z problemami i z poważnymi ambicjami. Sztuką jest bycie dzieckiem. Bo dzieci mają marzenia, bo dzieci potrafią skakać po łóżku udając, że to płynny lot, bo potrafią założyć na głowę stary kowbojski kapelusz taty kupiony na karnawał i wziąć do ręki wieszak na sukienkę mamy po czym powiedzieć "Jestem Kapitan Hak!". Dorośli tak nie potrafią. I tłumaczą się tym, że to dziecinne, że poniżej ich poziomu, bo są w takiej niemocy, bo tak bardzo chcieliby móc przemaszerować przez hol na oczach swej rodziny śpiewając piosenkę o radosnych dinozaurach w rytm marsza żałobnego. Tak chcieliby móc marzyć, we śnie, na jawie, lub choćby tu i teraz w każdej chwili w której tego zapragną i o czym zapragną. Tak chcieliby wierzyć, że wszystko może się zdarzyć, że można być tym kim się chcę jeśli tylko ma się wyobraźnie i jeśli naprawdę się tego chce. - Zatkało mnie. Po prostu nie jestem w stanie nazwać tego inaczej.
-Ale pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie. Mówiłaś o lataniu i wiecznym byciu dzieckiem, a pamiętasz krokodyla z budzikiem w brzuchu który gonił Kapitana Haka? Czas goni nas wszystkich... bo nawet jeśli wierzysz, masz wyobraźnie i marzysz o niemożliwym to w końcu będziesz musiał się obudzić. Zawsze. Piotruś Pan też nie może wiecznie być chłopcem. To smutne ale tak już po prostu jest i z tym trzeba się pogodzić. - Przytuliłam Morgan najmocniej jak mogłam, mówiąc:
-Przepraszam. Nie myślałam tak o tym.
I od tego czasu zaprzyjaźniłyśmy się. A ja wierzę, że ta przyjaźń przetrwa i, że jako stare babcie będziemy jeszcze przeszukiwać pokoje w celu znalezienia tam cienia, cienia należącego do niewątpliwie najmądrzejszego człowieka na świecie. Do Piotrusia Pana, w którego głęboko wierze...
-Gdybyś zareagowała pewnie dawno usłyszałabyś co chciałam Ci powiedzieć i nie musiałabym powtarzać tego przez ostatnie 2 godziny do 10 sekund...
-A wcześniej tak nie mogłaś?! - nie doczekałam się odpowiedzi i nie zdążyłam odezwać się po raz drugi, bo ta już zaczęła od nowa:
-Czytałam książkę gdy byłam mała, o Piotrusiu Panie - chciałam jej przerwać by zapytać co to takiego to: Piotruś Pan, ale okazało się to niemożliwe - no i wiesz tam mogli latać! Na tej wyspie nie?
-Jakiej znowu wyspie?
-No Nibylandii! Bo tam mieszkał Piotruś Pan! I tam człowiek się nie mógł zestarzeć! I były wróżki i zaginieni chłopcy, piraci i Indianie. A Kapitan Hak, no wiesz ten który miał statek piracki ten to miał przechlapane! Ciągle gonił go krokodyl który miał zegar w żołądku! I tam można było być ciągle dzieckiem, czaisz? CIĄGLE! Fajnie, nie?! - przerwałam naukę, bo mimo tej zakałapućkanej plątaniny słów którą przekazała mi Morgan zainteresowało mnie to co mówi. Dała mi do przeczytania "Piotrusia Pana", więc przeczytałam. Kocham czytać, serio.
-Ej Morgan, a dlaczego ta książka Ci się tak podoba, co? Moim zdaniem nie jest zbyt... hmm - myślałam jakby to powiedzieć żeby jej nie urazić - rozwinięta.
-Jest i to bardzo! - oburzyła się się Morgan robiąc minę małego pekińczyka który obrazi się, bo chcę się z nim wyjść na spacer. Wiem o czym mówię, miałam kiedyś pekińczyka nazywał się Yo-ho (czytaj: joł hoł), a niczego bardziej nie znosił niż wychodzenia na dwór. Kompletne przeciwieństwo mnie!
-Ale to przecież jakieś dyrdymały dla dzieci! Albo co gorsza: Czarna Magia! Przecież pamiętasz, że tylko Sama-Wiesz-Kto potrafił latać bez miotły, testrala czy czegokolwiek innego, po prostu frunął! Tak samo latający statek! to przecież czyste zło!
-Mówisz jak Trelowny! - obruszyła się Morgan, ale ja już się nakręciłam, więc nie przerywałam.
-Wieczna młodość? Wieczne życie? No, proszę Cię! Insygnia, horkruksy, kamień filozofów, picie krwi jednorożców i...
-Wiara... - powiedziała cichutko Morgan, jakby trochę przestraszona, a trochę zirytowana. - Jeśli nie zauważyłaś to w Nibylandii nie używano żadnych materialnych rzeczy by być ciągle młodym. Oni chcieli, ciągle chcieli być dziećmi wierzyli, że to co tak kochają może trwać wiecznie. Budzili się każdego dnia i chodź wielu ludzi nazwało by ich po prostu głupcami to ja powiem, że byli najmądrzejszymi ludźmi na świecie. Pamiętasz jak mięliśmy napisać esej na temat "Na pograniczu"? - milczałam - Pamiętasz jak napisałaś, że w Lunie było piękne to, że wierzyła? Dlaczego, więc nie podoba Ci się wiara dzieci?
-Bo to dziecinne. Wierzą w takie głupoty... że mogą latać, bawić się całymi dniami i nie przejmować się niczym poza sielanką.
-Joiselle. Powiem Ci tylko, że nie sztuką jest być dorosłym z tymi wszystkimi "ważnymi" sprawami, z problemami i z poważnymi ambicjami. Sztuką jest bycie dzieckiem. Bo dzieci mają marzenia, bo dzieci potrafią skakać po łóżku udając, że to płynny lot, bo potrafią założyć na głowę stary kowbojski kapelusz taty kupiony na karnawał i wziąć do ręki wieszak na sukienkę mamy po czym powiedzieć "Jestem Kapitan Hak!". Dorośli tak nie potrafią. I tłumaczą się tym, że to dziecinne, że poniżej ich poziomu, bo są w takiej niemocy, bo tak bardzo chcieliby móc przemaszerować przez hol na oczach swej rodziny śpiewając piosenkę o radosnych dinozaurach w rytm marsza żałobnego. Tak chcieliby móc marzyć, we śnie, na jawie, lub choćby tu i teraz w każdej chwili w której tego zapragną i o czym zapragną. Tak chcieliby wierzyć, że wszystko może się zdarzyć, że można być tym kim się chcę jeśli tylko ma się wyobraźnie i jeśli naprawdę się tego chce. - Zatkało mnie. Po prostu nie jestem w stanie nazwać tego inaczej.
-Ale pamiętaj, że nic nie trwa wiecznie. Mówiłaś o lataniu i wiecznym byciu dzieckiem, a pamiętasz krokodyla z budzikiem w brzuchu który gonił Kapitana Haka? Czas goni nas wszystkich... bo nawet jeśli wierzysz, masz wyobraźnie i marzysz o niemożliwym to w końcu będziesz musiał się obudzić. Zawsze. Piotruś Pan też nie może wiecznie być chłopcem. To smutne ale tak już po prostu jest i z tym trzeba się pogodzić. - Przytuliłam Morgan najmocniej jak mogłam, mówiąc:
-Przepraszam. Nie myślałam tak o tym.
I od tego czasu zaprzyjaźniłyśmy się. A ja wierzę, że ta przyjaźń przetrwa i, że jako stare babcie będziemy jeszcze przeszukiwać pokoje w celu znalezienia tam cienia, cienia należącego do niewątpliwie najmądrzejszego człowieka na świecie. Do Piotrusia Pana, w którego głęboko wierze...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz