czwartek, 25 lipca 2013

Bunt

Łuchu, poniedziałek! Nie żebym się z tego cieszyła, ale niestety muszę sama przed sobą udawać, że się cieszę, bo inaczej chyba nie udałoby mi się wstać z łóżka, lub raczej nie udałoby mi się z niego zwlec.
Miałam dzisiaj dziwny sen. Byłam na jakiejś wyspie na której stała wieża wysoka tak, że nie było widać jej końca a to co było widać ukazywało jakieś rozmazane wśród mgły ciemne kształty lecące na wschód. I usłyszałam głos jakby szepczący, ale nie we śnie lecz w podświadomości. Mówił do mnie: Ostrzegam Cię to bunt. To powrót. To jeszcze nie koniec. To dopiero początek. Czeka wojna, czeka i upatruje ofiar, kolejnych ofiar, a one przyjdą. Przyjdą nie z biegiem czasu lecz już, teraz... TERAZ!!!! - To ostatnie słowo głos wrzasnął z taką mocą, że się obudziłam. Ciekawe co to za miejsce było w tym śnie... Na tyle ciekawe, że mogłabym przeleżeć resztę dnia w łóżku i nad tym rozmyślać dochodząc pod wieczór do niezbitego wniosku, że nie mam zielonego pojęcia jakie to miejsce i że był to po prostu jakiś wymysł wyobraźni (zamiast iść na lekcję).
-Aaaaaaaaaaa... - Ziewnęłam przeciągle nad zapiekanką z makaronem.
-Zachowaj chociaż resztki kultury. - Ofuknęła mnie Modesta wisząc ze znudzoną miną nad świeżym egzemplarzem Proroka Codziennego.
-Jest coś ciekawego? - zapytałam niekoniecznie ciekawa odpowiedzi.
-Piszą o Morgan i Mungu powiedziała tłumiąc ziewnięcie.
A propo Morgan... kilka dni temu był mecz Quidditha (jestem ścigającym). Morgan siedziała na trybunach kibicując mi okrzykami "Joiselle strzeli gola, i ty o tym wiesz. Strzeżcie się ślizgoni, idźcie sobie precz. Hufflepuf zwycięży to jest jasna rzecz. Slytherin się stacza, jeśli myślisz inaczej to łżesz!" Pałkarza ślizgodów widocznie zdenerwowała ta rymowanka, lub raczej jej sens zatem uznał, że w tym przypadku rozsądnie będzie odbić w nią tłuczka. Bulby - pałkarz ślizgonów - dostał zakaz grania w Quidditha na terenie szkoły do czasu jej ukończenia. Ja dostałam szlaban za to, że trafiłam go (celowo) wyjątkowo paskudnym zaklęciem (zrobiłam to wyłącznie po to, by pomścić Morgan). Morgan ma złamane kości czaszki, przetrąconą przegrodę nosową, powybijane zęby i coś z oczami. Pani Pomfrey zrobiła wszystko co mogła żeby ją uleczyć, ale nie udało się niestety. Św. Mung przyjął Morgan i stwierdził, że to nie jest wcale ciężki przypadek. Hufflepuf wygrał mecz 260 do 130. Drużyna Slytherinu wcale nie była - jak się tego Bulby spodziewał - dumna; stwierdzili, że naprawdę trzeba takiego jak on inteligenta żeby się samemu zdyskwalifikować na zawsze, bo na pewno będzie im teraz łatwo znaleźć drugiego takiego kretyna który umie celnie odbijać piłkę pałką . Prorok Codzienny natomiast chyba nie ma o czym pisać, że zachciało mu się to rozgłaśniać. (To ostatnie zdanie moich myśli przekazałam słownie Modeście, która stwierdziła, że po prostu zazdroszczę Morgan, że piszą o niej w gazecie - i pewnie miała racje.)
-O nie chwileczkę! - Powiedziała Modesta wpatrując się z szeroko otwartymi oczami w stronice Proroka podczas gdy ja wepchnęłam sobie dwie bułki na raz do ust uniemożliwiając przełknięcie śliny (fanaberią byłoby w tym momencie powiedzenie czegokolwiek nie dławiąc się!). - "Masowa ucieczka z Azkabanu. Czy historia ma się powtórzyć?" - Przeczytała nagłówek moja wierna towarzyszka z niedowierzaniem w oczach. Moje oczy oczy wyrażałyby to samo przerażenie gdyby nie fakt, że w przypływie fali przerażenia chciałam się odezwać i jak to wcześniej przewidziałam: zadławiłam się - zatem moje oczy nie przedstawiały przerażenia, bo były zamknięte od nieustannego kaszlu... ale przysięgam, że gdyby były otwarte przedstawiałyby przerażenie. Po usunięciu z ust bułek przemówiłam lekko zachrypniętym głosem kaszląc raz po raz:                                                                                                                                         -Ale co? Ty tak na poważnie? Że co? Śmierciożercy? Ale jak to na brodę Merlina jest możliwe? EEE? - Modesta odpowiedziała mi czytając artykuł który nie bez powodu spowodował zblednięcie 3/4 twarzy w wielkiej sali (bo tylko 3/4 szkoły prenumerowało Proroka - i czytało go od deski do deski).    -"Doszło do masowej ucieczki z Azkabanu. 37 śmierciożerców zbiegło dzisiejszej nocy z Azkabanu w niewyjaśnionych okolicznościach. Na razie nie wiadomo nic poza tym, że nie wiadomo kompletnie nic. Czyli cały świat czarodziejów... i mugoli musi tkwić jak na razie w niepewności i przerażeniu ponieważ nikt nie wie o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi." - 'Nikt oprócz tych którzy w tym uczestniczą!' zaświeciło mi się w mózgu. - "Czy to kolejna wojna? Czy śmierciożercy przybyli tu by terroryzować niewinnych ludzi jak to było ostatnim razem? Czy i jeśli tak to jaki będzie następca Sami-Wiecie-Kogo? Jak uciekli? Dlaczego teraz? CZY HISTORIA MA SIĘ POWTÓRZYĆ?" - Modesta zamarła... Ja też zamarłam tylko nieco inaczej niż ona. Modesta zamarła opadając na krzesło z rozdziawioną szczęką jakby zjadła krówkę o smaku rumowo-dyniowym z Dowcipów Weasleyów która powoduje powiększenie się gabarytu szczęki; ja natomiast zamarłam z gałami wywalonymi na wierzch i ograniczeniem ruchowym pozwalającym mi wyłącznie na przechylenie się w lewo żeby przyjrzeć się artykułowi z bliska. Był tam wykaz nazwisk uciekinierów, prośba o dostarczanie wszelkich informacji w tym zakresie do MM lub Proroka oraz zdjęcia twarzy śmierciożerców i jeszcze jedna fotografia która spowodowała we mnie odblokowanie się zamarcia, bo była to fotografia przedstawiająca jakąś wyspę na której stała wieża wysoka tak, że nie było widać jej końca, a to co było widać ukazywało jakieś rozmazane wśród mgły ciemne kształty lecące na wschód...
*******************************************************************************
-Ja wiedziałam, zawsze wiedziałam, że masz dar... - mówiła do mnie sennym przelewającym się z kąta w kąt głosem profesor Trelowny. Oczywiście nie było już osoby w całej szkole która by nie wiedziała o moim darze przepowiadania przyszłości. Sama dowiedziałam się o tym dopiero wczoraj, gdy Modesta powiedziała mi podczas śniadania:
-A ty mówiłaś przez sen... Jak kładłam się spać to ty mówiłaś, że nadchodzi wojna... i coś o buncie, o ofiarach... - No i od tego się zaczęło. Niby nie ma w tym nic złego prócz tego, że się jeszcze nie skończyło.
A teraz muszę siedzieć u Trelowny i wysłuchiwać tych dziwacznych improwizacji. Ja wiem, że ona umie naprawdę przepowiadać przyszłość. Ona też to wie. Dowiedziała się o tym z biografii Harrego Pottera spisanej przez J.K.Rowling. Tak w ogóle to ona nie czyta książek, bo zajmuje się "mniej przyziemnymi sprawami", ale podobno jakiś uczeń zafascynowany książką (a właściwie książkami, bo przecież jest ich 7 tomów) zachęcił Trelowny do przeczytania jej pod pretekstem tego, by sprawdziła czy wszystkie przepowiednie które wieściła postaciom opisywanym w książce się sprawdziły. Podobno przeważyło też to, że w książce o Trelowny także pisano, więc chciała się dowiedzieć co. Ale o czym ja w ogóle mówię?
 Poza ogólną ekscytacją na temat przepowiadania przyszłości, cały Hogwart ogarnęła przeraźliwa panika. Zadziwiające jak w zaledwie jeden dzień może spanikować około 240-stu osób (bo tyle właśnie liczy Hogwart). McGonagall się wściekła i zwołała wszystkich do Wielkiej Sali.
-Czy wam już do reszty odbiło??! - To było chyba pytanie retoryczne... McGonagall nie umiała budzić w ludziach zaufania, odprężenia czy spokoju, ale jednak być stanowczą (w przeciwieństwie do legendarnego Dumbledora!) - Personel Hogwartu ustalił, że od tej chwili wszyscy udają się do swoich dormitoriów i nie wychodzą z nich aż do rana kiedy to nauczyciele przyjdą do dormitoriów po uczniów z którymi prowadzą I lekcję. - Przerwała na chwilę w jakby nie pewnym zamyśleniu. - Jakieś pytania? - rzuciła ostro w stronę uczniów. Jakiś mądry odezwał się od stołu Gryfonów:
-A jak będzie nam się chciało do toalety, ale nie będziemy mogli wyjść z dormitorium to co wtedy?
-Idiotyzm tego pytania jest nawet całkiem rozsądny - dodała McGonagall po chwili namysłu - sądzę, że najlepszym wyjściem będzie to by duchy domów dyżurowały podczas gdy uczniowie będą w dormitorium. W takim wypadku gdy komuś "będzie się chciało do toalety" wystarczy powiedzieć to duchowi który pójdzie po jakiegoś nauczyciela.
*********************************************************************************
W dormitorium  panowała kompletna cisza, zapewne dlatego, że rano w Proroku napisali o kilku napaściach, porwaniach, zaginięciach i morderstwach. Lekcje nie chciały odbywać się w normalnej atmosferze, a nadmiar złego nikt nie mógł grać w Quiddith'a!
*****************************************************************************
-O nie! To nie może być prawda! - Praxedes wydarła się tak, że ze strachu wyplułam cały sok dyniowy który miałam w ustach prosto na twarz Maurice'a.
-Wielkie dzięki Joiselle. - powiedział Maurice z ironią w głosie.
-Sorrki... - powiedziałam po czym spojrzałam się pytająco na Praxedes.
-W św. Mungu doszło do porwania... - ta informacja spowodowała, że natychmiast usiadłam prosto i wyrwałam jej gazetę z rąk. Z tego co przeczytałam wynikało czarno na białym, że Morgan Eleonor została porwana...
***********************************************************************************
-Ile czasu jeszcze mamy tu siedzieć? - zapytał zirytowany czwartoklasista  i wstając z fotela stojącego przy ogromnym kominku rzucił okiem w stronę łukowego okna, częściowo zasłoniętego przez żółto-czarną, kotarę. W okół unosił się zapach pieczonego steku, dochodzący z kuchni, która była tuż obok. Czwartoklasista spojrzał tam w chęci udowodnienia innym, że na dworze nie ma śmierciożerców, ani nikogo innego o podejrzanej tożsamości.
- I co zamierzacie tak siedzieć? Można dostać szału! - powiedział czwartoklasista o niznanym mi imieniu. Candidius z mojego rocznika miał zamiar przemówić mu do rozsądku, ale bez skutku. Candidius jest prefektem i próbował go zatrzymać, ale nic z tego. Czwartoklasista o jak się spodziewam ujemnej inteligencji wyszedł ciągnięty za rękaw przez swoją siostrę - pierwszoklasistkę. Stare, drewniane okrągłe drzwi zatrzasnęły się z hukiem. Było słychać tylko szok (jeśli takie coś jest możliwe do usłyszenia) i płacz pierwszoklasistki...
**********************************************************************************
Dziś rano dowiedzieliśmy się, że puchon z czwartej klasy został porwany. Ten puchon. Ten który kłócił się wczoraj z ciszą żałobną w naszym dormitorium.
-Proszę o ciszę! - powiedziała McGonagall podniosłym tonem uderzając miarowo łyżką w puchar. -To nie są żarty! Nie trzymamy was w zamknięciu żeby was ukarać, albo dlatego, że taki mamy kaprys! Musicie zrozumieć, że to nie jest żart! Wojna już się zaczęła! Tylko, że cicha... - McGonagall głos się załamał, a ona opadła na krzesło ukrywając twarz w dłoniach. Nigdy nie widziałam tej surowej, stanowczej i silnej kobiety w tak parszywym stanie.
-Pani Profesor... - odezwał się nieśmiało jakiś gryfon. - My o tym wiemy... Chodzi o to, że on nie wiedział... - McGonagall pozbierała się, mocno wciągnęła powietrze do płuc, wstała i powiedziała:
-Masz rację Finegan. Masz rację...
-A nie byłoby bezpieczniej gdybyśmy wszyscy mieszkali w wielkiej sali? - zapytał całkiem moim zdaniem rozsądnie Catnor wstając (pewnie to dziwne, że podałam jego nazwisko, bo zwykle tego nie robię, ale tak się składa, że jest on ścigającym w drużynie Slytherinu i raz omal się o niego nie zabiłam w walce o kafla - za to zobaczyłam naszywkę z imieniem na plecach).
-To nie jest dobry pomysł! Jeśli śmierciożercy przyszliby do Hogwartu na pewno najpierw sprawdziliby wielką salę i mnilięby tu dostęp do wszystkich naraz, a tak jesteście wszyscy w osobnych dormitoriach! - Nie powiedziała tego krzycząc. Powiedziała to wrogim tonem ucinającym temat. Ja, Maurice, Candidius, Praxedes i Modesta spojrzeliśmy na siebie porozumiewawczo.
-Że niby śmierciożercy nie wiedzą gdzie są dormitoria? - powiedział ktoś szeptem, ale na tyle teatralnym, że słowa te odbiły się po całej sali spotykając się po drodzę z ogólną aprobatą.
-Co to za bezczelne zagrywki, panno Marcelpierce? - McGonagall wyglądała na zdenerwowaną, ale także na (czy mi się przywidziało?) zakłopotaną i zmieszaną... "Panna Marcelpierce" przeprosiła McGonagall za tą odzywkę i już nikt więcej nie wracał do tego tematu (przynajmniej nie tak by było go słychać przy stole nauczycielskim).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz