Poranek jak każdy, więc co tu się nadmiernie rozpisywać...
W Proroku Codziennym nie znalazłam żadnej ciekawej informacji, poza tą, że w Azkabanie brakuje cel z powodu nadmiaru więźniów. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo choć to oczywiście fantastyczne, że aurorom daje się tak wielu przestępców złapać to przecież musi być jakiś powód dla którego więźniów jest coraz więcej. A najgorsze jest to, że owego powodu nikt nie zna i tożsamości oskarżonych nie sposób ustalić.
Zielarstwo to chyba najfajniejsza lekcja! Profesor Longbottom chociaż umie zainteresować uczniów tym co mówi. Dziś rozmawialiśmy o przesiewaniu krzewów tykwobulwy. Dowiedziałam się, że ojciec przyjaciółki profesora Longbottoma wynalazł tykwobulwę. Jest to duża zielona cebula zawierająca miąższ z którego robi się napary o obrzydliwych smakach znanych ze swoich właściwości leczniczych w przypadku blokady mięśni. (Choć ja podejrzewam, że to z powodu tego smaku nie sposób się nie wzdrygnąć, czy nie wykrzywić.) Tykwobulwa rośnie w górę, na ostrych krzewach o żółtych liściach.
Opowiem trochę o Profesor Gregorowicz, nauczycielce różdżkarstwa. Profesor Gregorowicz jest jedyną żyjącą krewną słynnego Gregorowicza - bułgarskiego wytwórcy różdżek. Resztę rodziny wymordował Sami - Wiecie - Kto, ona jedna przeżyła, bo podczas rzezi dokonywanej przez Lorda V*******t'a była akurat na urlopie w Rumunii. Gdy dowiedziała się o tej tragedii zadecydowała o tym, że przejmie interes po swoim wuju i dotarła do niewiarygodnych źródeł przechowywanych przez jej wuja. Zadecydowała, że przyjedzie do Hogwartu by nauczać tu tej tajemniczej nigdy do końca nie zbadanej sztuki, której zresztą w Hogwarcie nigdy nie uczono.
Zatem teraz odbywa się fantastyczna lekcja różdżkarstwa. Profesor Gregorowicz naucza nas o właściwościach różdżek, o tym jak dobierać grubości, długości, tworzywa i rdzenie, oraz jak tworzyć różdżki co jest i zawsze będzie śmiertelnie trudne i nudne. większość uczniów (lub raczej wszyscy uczniowie prócz mnie) nie znoszą tego przedmiotu za to, że jest nudny, kompletnie nie przydatny i trochę taki jak wróżbiarstwo. Ale ja sądzę, że we wróżbiarstwie wszystko jest wymysłem udającym święte przekonanie, że jest to prawdą w którą trzeba wierzyć; a różni się to od różdżkarstwa tym, że różdżki naprawdę myślą i nie chodzi tu o domyślanie się czy myślą czy nie, nie chodzi o to by w to wierzyć - tak po prostu jest. Różdżki są pewnym rodzajem mugolskich... jak to się chyba mówi: robotów. Jak go zaprogramujesz takiego będziesz miał. Różdżkę masz taką jakie składniki w niej połączysz by stworzyły magiczny umysł. Jeśli tylko nauczy się go tego co spowoduje nabranie umiejętności będzie to umysł najpotężniejszy ze wszystkich możliwie istniejących umysłów...
W Proroku Codziennym nie znalazłam żadnej ciekawej informacji, poza tą, że w Azkabanie brakuje cel z powodu nadmiaru więźniów. Trochę mnie to zaniepokoiło, bo choć to oczywiście fantastyczne, że aurorom daje się tak wielu przestępców złapać to przecież musi być jakiś powód dla którego więźniów jest coraz więcej. A najgorsze jest to, że owego powodu nikt nie zna i tożsamości oskarżonych nie sposób ustalić.
Zielarstwo to chyba najfajniejsza lekcja! Profesor Longbottom chociaż umie zainteresować uczniów tym co mówi. Dziś rozmawialiśmy o przesiewaniu krzewów tykwobulwy. Dowiedziałam się, że ojciec przyjaciółki profesora Longbottoma wynalazł tykwobulwę. Jest to duża zielona cebula zawierająca miąższ z którego robi się napary o obrzydliwych smakach znanych ze swoich właściwości leczniczych w przypadku blokady mięśni. (Choć ja podejrzewam, że to z powodu tego smaku nie sposób się nie wzdrygnąć, czy nie wykrzywić.) Tykwobulwa rośnie w górę, na ostrych krzewach o żółtych liściach.
Opowiem trochę o Profesor Gregorowicz, nauczycielce różdżkarstwa. Profesor Gregorowicz jest jedyną żyjącą krewną słynnego Gregorowicza - bułgarskiego wytwórcy różdżek. Resztę rodziny wymordował Sami - Wiecie - Kto, ona jedna przeżyła, bo podczas rzezi dokonywanej przez Lorda V*******t'a była akurat na urlopie w Rumunii. Gdy dowiedziała się o tej tragedii zadecydowała o tym, że przejmie interes po swoim wuju i dotarła do niewiarygodnych źródeł przechowywanych przez jej wuja. Zadecydowała, że przyjedzie do Hogwartu by nauczać tu tej tajemniczej nigdy do końca nie zbadanej sztuki, której zresztą w Hogwarcie nigdy nie uczono.
Zatem teraz odbywa się fantastyczna lekcja różdżkarstwa. Profesor Gregorowicz naucza nas o właściwościach różdżek, o tym jak dobierać grubości, długości, tworzywa i rdzenie, oraz jak tworzyć różdżki co jest i zawsze będzie śmiertelnie trudne i nudne. większość uczniów (lub raczej wszyscy uczniowie prócz mnie) nie znoszą tego przedmiotu za to, że jest nudny, kompletnie nie przydatny i trochę taki jak wróżbiarstwo. Ale ja sądzę, że we wróżbiarstwie wszystko jest wymysłem udającym święte przekonanie, że jest to prawdą w którą trzeba wierzyć; a różni się to od różdżkarstwa tym, że różdżki naprawdę myślą i nie chodzi tu o domyślanie się czy myślą czy nie, nie chodzi o to by w to wierzyć - tak po prostu jest. Różdżki są pewnym rodzajem mugolskich... jak to się chyba mówi: robotów. Jak go zaprogramujesz takiego będziesz miał. Różdżkę masz taką jakie składniki w niej połączysz by stworzyły magiczny umysł. Jeśli tylko nauczy się go tego co spowoduje nabranie umiejętności będzie to umysł najpotężniejszy ze wszystkich możliwie istniejących umysłów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz