Dziś rano omal nie spóźniłabym się na transmutacje. Nawet nie miałam czasu zjeść śniadania bo zaspałam, czego skutkiem było burczenie brzucha przez następną godzinę.
Na lekcji historii magii jak zwykle zasnęłam. Profesor Binns mówił o Buncie Goblinów z 1567 roku, czego dowiedziałam się ze sprawozdania Modesty (nie żebym słyszała przez sen).
Podczas mugoloznactwa powtarzaliśmy materiał przerobiony w ciągu minionych 3 miesięcy. Okazało się, że zapomniałam o wielu rzeczach których się uczyliśmy, ale fakt faktem, że role grają tutaj także poglądy.
Na mojej nie ulubionej lekcji - numerologii było o dziwo całkiem spoko! A na dodatek zostałam pozytywnie oceniona z zakresu umiejętności ostatniego tematu.
Hogwart omal nie wybuch dziś od entuzjazmu, który wzbudziła informacja o oczekiwanym gościu, który przybędzie niebawem. Wszyscy chcieli poznać i zobaczyć na własne oczy słynnego Harrego Pottera. Program przyjazdu gościa miał na celu pokazanie nam na czym polega Oklumencja (magiczna obrona umysłu przed penetracją z zewnątrz), opowiedzieć o wielokrotnych spotkaniach z Sami-Wiecie-Kim, ostrzec przed horkruksami (nie wiem co to ale tak napisali w ogłoszeniu), a także nauczyć zainteresowanych zaklęcia patronusa. Była jeszcze możliwość zakrania meczu Quidditha z Panem Potterem.
Co do opowieści na temat spotkań z Sami-Wiecie-Kim i horkruksów odsyłam do 7-mio tomowej biografii Harrego Pottera autorstwa J.K. Rowling. Niestety patronusa nie udało mi się wyczarować, ale zamierzam intensywnie ćwiczyć każdego dnia to zaklęcie. Nawet nie wiem po co. Ale chciałabym wiedzieć jaką postać przybrałby mój patronus...
Podczas nauki oklumencji <po szczegóły do: Harry Potter i Zakon Feniksa, rozdział: oklumencja) chciałam obronić się przed penetracją z zewnątrz walką wręcz (mimowolnie), czego skutkiem było złamanie sobie palca o rant ławki. Poszłam do skrzydła szpitalnego gdzie Pani Serina Pomfrey podała mi eliksir i nakazała leżeć i odpoczywać. Tłumaczyłam jej, że palec już się odbudował i, że powinnam iść na stadion Quidditha pooglądać mecz. Doszłyśmy do kompromisu: ja pójdę na mecz, ale nie będę grać. Naprawdę nie wiem czemu, bo przecież mikstury lecznicze Pani Pomfrey są błyskawiczne i mają 100%-ową gwarancję, że po ich zażyciu jest tak jakby minionego schorzenia nie było nigdy.
Na lekcji historii magii jak zwykle zasnęłam. Profesor Binns mówił o Buncie Goblinów z 1567 roku, czego dowiedziałam się ze sprawozdania Modesty (nie żebym słyszała przez sen).
Podczas mugoloznactwa powtarzaliśmy materiał przerobiony w ciągu minionych 3 miesięcy. Okazało się, że zapomniałam o wielu rzeczach których się uczyliśmy, ale fakt faktem, że role grają tutaj także poglądy.
Na mojej nie ulubionej lekcji - numerologii było o dziwo całkiem spoko! A na dodatek zostałam pozytywnie oceniona z zakresu umiejętności ostatniego tematu.
Hogwart omal nie wybuch dziś od entuzjazmu, który wzbudziła informacja o oczekiwanym gościu, który przybędzie niebawem. Wszyscy chcieli poznać i zobaczyć na własne oczy słynnego Harrego Pottera. Program przyjazdu gościa miał na celu pokazanie nam na czym polega Oklumencja (magiczna obrona umysłu przed penetracją z zewnątrz), opowiedzieć o wielokrotnych spotkaniach z Sami-Wiecie-Kim, ostrzec przed horkruksami (nie wiem co to ale tak napisali w ogłoszeniu), a także nauczyć zainteresowanych zaklęcia patronusa. Była jeszcze możliwość zakrania meczu Quidditha z Panem Potterem.
Co do opowieści na temat spotkań z Sami-Wiecie-Kim i horkruksów odsyłam do 7-mio tomowej biografii Harrego Pottera autorstwa J.K. Rowling. Niestety patronusa nie udało mi się wyczarować, ale zamierzam intensywnie ćwiczyć każdego dnia to zaklęcie. Nawet nie wiem po co. Ale chciałabym wiedzieć jaką postać przybrałby mój patronus...
Podczas nauki oklumencji <po szczegóły do: Harry Potter i Zakon Feniksa, rozdział: oklumencja) chciałam obronić się przed penetracją z zewnątrz walką wręcz (mimowolnie), czego skutkiem było złamanie sobie palca o rant ławki. Poszłam do skrzydła szpitalnego gdzie Pani Serina Pomfrey podała mi eliksir i nakazała leżeć i odpoczywać. Tłumaczyłam jej, że palec już się odbudował i, że powinnam iść na stadion Quidditha pooglądać mecz. Doszłyśmy do kompromisu: ja pójdę na mecz, ale nie będę grać. Naprawdę nie wiem czemu, bo przecież mikstury lecznicze Pani Pomfrey są błyskawiczne i mają 100%-ową gwarancję, że po ich zażyciu jest tak jakby minionego schorzenia nie było nigdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz