Wtorek...Co tu dużo mówić dzień całkiem spoko. No dobra fakt, że dzisiaj są dwie godziny numerologii sprawia, że wtorek nie jest tak piękny jak mógłby być, ale jakoś to przeżyje.
Po śniadaniu odbyła się nieszczęsna numerologia. Nic więcej prócz "nieszczęsna" nie mogę o niej powiedzieć, bo przecież nie jest na tyle okropna bym mogła ją tym mianem obarczyć, a też nie jest lekcją przyjemną, bym mogła ją nagrodzić mówiąc tak o niej. Więc opisem dwóch godzin numerologi jest po prostu: nieszczęsna.
Podczas drugiego śniadania podsłuchałam jak Maurice mówił Candidius'owi, że okradziono jakiegoś Krukona z korników posiadanych przez niego jako składnik do eliksirów. Informacja ta rozniosła się szybko, nawet jak na Hogwart. Wstrząsnęło to całą szkołą, bo każdy z domów Hogwartu szczycił się uczciwością. Na dodatek to trochę dziwne by ktoś kradł korniki...
Podczas wróżbiarstwa jak zwykle wysłuchiwaliśmy improwizowanych historyjek na temat naszej przyszłości. Powtórzyliśmy wróżenie z kryształowej kuli by "Nie zaskoczyło nas to na egzaminie". Dowiedziałam się, że wkrótce napiszę "Odę do smoka", jaki i również, że w najbliższym czasie odkryję jakąś tajemnicę. Jak zwykle nic konkretnego. Bo przecież jeśli nawet przepowiedziano mi tak konkretną przyszłość jak napisanie "Ody do smoka" to chodzi wyłącznie o to, że pewnego dnia przypomni mi się ta przepowiednia i naglę odkryję w sobie nastrój do napisania "Ody do smoka". Za to nie lubię wróżbiarstwa.
Potem byłam przez godzinę w bibliotece czytając oczywiście książki o moich kochanych smokach, lecz dalej nie znajdując odpowiedzi na pytanie: skąd bierze się ogień którym smoki zioną?
Pod czas eliksirów robiłam notatki i uzupełniałam ćwiczenia dowiadując się wielu ciekawych, acz skomplikowawszy rzeczy o miksturach i ich składnikach.
Lekcja zaklęć. Okazało się, że mam ogromne problemy z nauczeniem się zaklęcia uciszającego. Siedząca obok mnie Charlotte też nie umiała spowodować by ropucha uciszyła się, więc zaczęła wrzeszczeć (Charlotte, nie żaba) "Silencio, Silencio, Silencio!!!!"
Po obiedzie odbyły się zajęcia z mugoloznactwa przygotowujące do zaliczenia S.U.Mów, a następnie zajęcia dla pasjonatów transmutacji, którzy chcą ją lepiej poznać, umieć rzeczy ponad programowe i udoskonalać lub nabywać nowe związane z transmutacją umiejętności.
Na ostatniej w tym dniu lekcji: opiece nad magicznymi stworzeniami profesor Hagrid przedstawił nam nieśmiałki. Są to stworzonka wyglądające jak patyki. Wyglądają niewinnie, ale ich pazury są tak ostre, że mogłyby wydłubać człowiekowi oczy, a trzeba wiedzieć, że są bardzo delikatne i zbyt mocne ściśnięcie ich lub nadepnięcie powoduje rozjuszenie nieśmiałka. Profesor Hagrid oznajmił, że mamy zapuścić się do Zakazanego Lasu by poszukać korników a następnie zaserwować je nieśmiałkom. Po 10 minutach wędrówki w lesie potknęłam się o jakiś słoik. Wstałam, po czym podniosłam go. To był słoik z kornikami! Teraz już wiem kro ukradł je temu Krukonowi. Pod koniec lekcji wszyscy zebrali się przy Chatce Hagrida mówiąc, że nigdzie nie ma korników. Ja natomiast powiedziałam o swej zdobyczy. Okazało się, że nieśmiałki grasowały po szkole by znaleźć korniki, których tak brakowało im w lesie. Krukon ucieszył się ze znaleziska, a ja spostrzegłam, że jedna przepowiednia się sprawdziła! A co do do drugiej...
Po śniadaniu odbyła się nieszczęsna numerologia. Nic więcej prócz "nieszczęsna" nie mogę o niej powiedzieć, bo przecież nie jest na tyle okropna bym mogła ją tym mianem obarczyć, a też nie jest lekcją przyjemną, bym mogła ją nagrodzić mówiąc tak o niej. Więc opisem dwóch godzin numerologi jest po prostu: nieszczęsna.
Podczas drugiego śniadania podsłuchałam jak Maurice mówił Candidius'owi, że okradziono jakiegoś Krukona z korników posiadanych przez niego jako składnik do eliksirów. Informacja ta rozniosła się szybko, nawet jak na Hogwart. Wstrząsnęło to całą szkołą, bo każdy z domów Hogwartu szczycił się uczciwością. Na dodatek to trochę dziwne by ktoś kradł korniki...
Podczas wróżbiarstwa jak zwykle wysłuchiwaliśmy improwizowanych historyjek na temat naszej przyszłości. Powtórzyliśmy wróżenie z kryształowej kuli by "Nie zaskoczyło nas to na egzaminie". Dowiedziałam się, że wkrótce napiszę "Odę do smoka", jaki i również, że w najbliższym czasie odkryję jakąś tajemnicę. Jak zwykle nic konkretnego. Bo przecież jeśli nawet przepowiedziano mi tak konkretną przyszłość jak napisanie "Ody do smoka" to chodzi wyłącznie o to, że pewnego dnia przypomni mi się ta przepowiednia i naglę odkryję w sobie nastrój do napisania "Ody do smoka". Za to nie lubię wróżbiarstwa.
Potem byłam przez godzinę w bibliotece czytając oczywiście książki o moich kochanych smokach, lecz dalej nie znajdując odpowiedzi na pytanie: skąd bierze się ogień którym smoki zioną?
Pod czas eliksirów robiłam notatki i uzupełniałam ćwiczenia dowiadując się wielu ciekawych, acz skomplikowawszy rzeczy o miksturach i ich składnikach.
Lekcja zaklęć. Okazało się, że mam ogromne problemy z nauczeniem się zaklęcia uciszającego. Siedząca obok mnie Charlotte też nie umiała spowodować by ropucha uciszyła się, więc zaczęła wrzeszczeć (Charlotte, nie żaba) "Silencio, Silencio, Silencio!!!!"
Po obiedzie odbyły się zajęcia z mugoloznactwa przygotowujące do zaliczenia S.U.Mów, a następnie zajęcia dla pasjonatów transmutacji, którzy chcą ją lepiej poznać, umieć rzeczy ponad programowe i udoskonalać lub nabywać nowe związane z transmutacją umiejętności.
Na ostatniej w tym dniu lekcji: opiece nad magicznymi stworzeniami profesor Hagrid przedstawił nam nieśmiałki. Są to stworzonka wyglądające jak patyki. Wyglądają niewinnie, ale ich pazury są tak ostre, że mogłyby wydłubać człowiekowi oczy, a trzeba wiedzieć, że są bardzo delikatne i zbyt mocne ściśnięcie ich lub nadepnięcie powoduje rozjuszenie nieśmiałka. Profesor Hagrid oznajmił, że mamy zapuścić się do Zakazanego Lasu by poszukać korników a następnie zaserwować je nieśmiałkom. Po 10 minutach wędrówki w lesie potknęłam się o jakiś słoik. Wstałam, po czym podniosłam go. To był słoik z kornikami! Teraz już wiem kro ukradł je temu Krukonowi. Pod koniec lekcji wszyscy zebrali się przy Chatce Hagrida mówiąc, że nigdzie nie ma korników. Ja natomiast powiedziałam o swej zdobyczy. Okazało się, że nieśmiałki grasowały po szkole by znaleźć korniki, których tak brakowało im w lesie. Krukon ucieszył się ze znaleziska, a ja spostrzegłam, że jedna przepowiednia się sprawdziła! A co do do drugiej...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz