Gdy znaleźliśmy się przelotnie w pokoju wspólnym Hufflepuff'a Candidius zdjął z wszystkich zaklęcie Cameleonus'a.
-Dobra mamy przepis na Felix Felicis, co dalej?! - powiedziała Modesta i to pytanie omal znów nie zwaliło mnie z nóg. Co dalej? Jak zdobędziemy składniki do zrobienia Feliks Felicis? Jak uwarzymy potem tak złożony eliksir? Ale teraz nie było na to czasu trzeba było pomóc innym w ochronieniu Hogwartu przed napaścią śmierciożerców. Chociaż wiedziałam, że nic to nie da, bo jeśli jakaś przepowiednia coś mówi - to tak się stanie bez względu na to co się zrobi żeby jej zaprzeczyć. Ale rozumiem tych którzy chcą mieć poczucie, że zrobili wszystko co mogli żeby zapobiec tragedii gdy już będzie po wszystkim. dlatego właśnie wyszliśmy na korytarz rzucając wszystkie znane nam zaklęcia ochronne na mury Hogwartu.
...
BUUUUUMMM!!!!
Mury Hogwartu zatrzeszczały jakby chciały tym samym powiedzieć, że nie dadzą rady już dłużej ustać. Ale nagle coś (mam na myśli zaklęcie) walnęło w ścianę tak mocno, że kamienna ściana osunęła się bezsilnie. Śmierciożercy którzy próbowali dostać się do naszego dormitorium byli jednak odpychani przez jakąś nie widzialną siłę. Chyba rzeczywiście te dormitoria mają w sobie jakąś magię. Ale jeśli tak jest naprawdę to czemu Syriusz Black mógł dostać się do dormitorium Gryffindoru? Albo dlaczego do dormitorium Krukonów mogą dostać się tylko oni chociaż przecież każdy może dobrze odpowiedzieć na pytanie zadane przez kołatkę? Albo czemu hasło wypowiedziane przez kogoś ze złymi zamiarami wobec dormitorium lub kogoś znajdującego się w nim po prostu nie działa nawet jeśli ta osoba należy do domu użytkującego to dormitorium? A zatem czemu Ginny Weasley mogła wejść do swojego dormitorium chociaż chciała okraść Harry'ego z dziennika Toma Riddle? Jednak po kilku minutach odpowiedzi nasunęły mi się same... Syriusz miał dobre zamiary, a to, że wszyscy inni sądzili inaczej to zupełnie inna sprawa. Dormitorium Krukonów jest dla Krukonów tak ja wszystkie inne są dla swoich "podopiecznych". Raz był taki zabawny przypadek, że jakiś uczeń Slytherinu nie mógł wejść do swojego dormitorium, bo jak się później okazało chciał tam uwarzyć eliksir podczas którego istnieje duże prawdopodobieństwo spowodowania wybuchu - więc to chyba nawet dobrze... No a Ginny? Przecież chciała po prostu zlikwidować zaklętego w dzienniku Sami-Wiecie-Kogo, więc miała dobre chęci. Zatem po tej analizie mogę śmiało stwierdzić, że dormitoria czytają ludziom w myślach, znają ich emocje, uczucia i mogą wyczuć atmosferę panującą w danej sytuacji oraz zamiary danej osoby. Poczułam, że moi przyjaciele myślą o tym samym, więc nachyliłam się do nich, by zapytać co o tym wszystkim myślą lecz śmierciożerca mnie ubiegł rzucając zaklęcie tak potężne, że omal nie wyrzuciło całej zawartości pokoju na zewnątrz. Ale to nie był zwyczajny śmierciożerca, było to widać na I rzut oka. Miał czarną jedwabną szatę z kapturem i cały był zielonkawo biały.
-Jam jest Baron Gerbald potomek samego Lorda Voldemorta!
Wszyscy zamarli ucichły głosy walki, a głos Barona unosił się w powietrzu odbijając raz po raz od ścian korytarza. Jestem pewna, że było go bardzo dobrze słychać w całym zamku. W tym momencie śmierciożercy wykorzystując naszą chwilę dekoncentracji wdarli się do pokoju porywając możliwie jak najwięcej osób.
Niektórzy płakali, niektórzy byli na tyle przerażeni, że niebyli zdolni do robienia czegokolwiek, a jeszcze inni pomagali nauczycielom naprawić zamek i mieli po prostu smutne, zamyślone miny. Podeszłam do Praxedes pomagając jej podnieść się z podłogi i podeszłam do Maurice'a który był w ciężkim szoku, mówiąc:
-Musimy uwarzyć Felix Felicis. Jest inna nadzieja? - Maurice wstał powoli i bardzo niepewnie. spojżał na mnie, a potem na Praxedes.
-Straciliśmy Modeste i Candidius'a? - Skinęłam głową na co jakby w odpowiedzi jego mina jeszcze bardziej zrzedła. I poszliśmy dalej, już tylko trzej.
-Dobra mamy przepis na Felix Felicis, co dalej?! - powiedziała Modesta i to pytanie omal znów nie zwaliło mnie z nóg. Co dalej? Jak zdobędziemy składniki do zrobienia Feliks Felicis? Jak uwarzymy potem tak złożony eliksir? Ale teraz nie było na to czasu trzeba było pomóc innym w ochronieniu Hogwartu przed napaścią śmierciożerców. Chociaż wiedziałam, że nic to nie da, bo jeśli jakaś przepowiednia coś mówi - to tak się stanie bez względu na to co się zrobi żeby jej zaprzeczyć. Ale rozumiem tych którzy chcą mieć poczucie, że zrobili wszystko co mogli żeby zapobiec tragedii gdy już będzie po wszystkim. dlatego właśnie wyszliśmy na korytarz rzucając wszystkie znane nam zaklęcia ochronne na mury Hogwartu.
...
BUUUUUMMM!!!!
Mury Hogwartu zatrzeszczały jakby chciały tym samym powiedzieć, że nie dadzą rady już dłużej ustać. Ale nagle coś (mam na myśli zaklęcie) walnęło w ścianę tak mocno, że kamienna ściana osunęła się bezsilnie. Śmierciożercy którzy próbowali dostać się do naszego dormitorium byli jednak odpychani przez jakąś nie widzialną siłę. Chyba rzeczywiście te dormitoria mają w sobie jakąś magię. Ale jeśli tak jest naprawdę to czemu Syriusz Black mógł dostać się do dormitorium Gryffindoru? Albo dlaczego do dormitorium Krukonów mogą dostać się tylko oni chociaż przecież każdy może dobrze odpowiedzieć na pytanie zadane przez kołatkę? Albo czemu hasło wypowiedziane przez kogoś ze złymi zamiarami wobec dormitorium lub kogoś znajdującego się w nim po prostu nie działa nawet jeśli ta osoba należy do domu użytkującego to dormitorium? A zatem czemu Ginny Weasley mogła wejść do swojego dormitorium chociaż chciała okraść Harry'ego z dziennika Toma Riddle? Jednak po kilku minutach odpowiedzi nasunęły mi się same... Syriusz miał dobre zamiary, a to, że wszyscy inni sądzili inaczej to zupełnie inna sprawa. Dormitorium Krukonów jest dla Krukonów tak ja wszystkie inne są dla swoich "podopiecznych". Raz był taki zabawny przypadek, że jakiś uczeń Slytherinu nie mógł wejść do swojego dormitorium, bo jak się później okazało chciał tam uwarzyć eliksir podczas którego istnieje duże prawdopodobieństwo spowodowania wybuchu - więc to chyba nawet dobrze... No a Ginny? Przecież chciała po prostu zlikwidować zaklętego w dzienniku Sami-Wiecie-Kogo, więc miała dobre chęci. Zatem po tej analizie mogę śmiało stwierdzić, że dormitoria czytają ludziom w myślach, znają ich emocje, uczucia i mogą wyczuć atmosferę panującą w danej sytuacji oraz zamiary danej osoby. Poczułam, że moi przyjaciele myślą o tym samym, więc nachyliłam się do nich, by zapytać co o tym wszystkim myślą lecz śmierciożerca mnie ubiegł rzucając zaklęcie tak potężne, że omal nie wyrzuciło całej zawartości pokoju na zewnątrz. Ale to nie był zwyczajny śmierciożerca, było to widać na I rzut oka. Miał czarną jedwabną szatę z kapturem i cały był zielonkawo biały.
-Jam jest Baron Gerbald potomek samego Lorda Voldemorta!
Wszyscy zamarli ucichły głosy walki, a głos Barona unosił się w powietrzu odbijając raz po raz od ścian korytarza. Jestem pewna, że było go bardzo dobrze słychać w całym zamku. W tym momencie śmierciożercy wykorzystując naszą chwilę dekoncentracji wdarli się do pokoju porywając możliwie jak najwięcej osób.
Niektórzy płakali, niektórzy byli na tyle przerażeni, że niebyli zdolni do robienia czegokolwiek, a jeszcze inni pomagali nauczycielom naprawić zamek i mieli po prostu smutne, zamyślone miny. Podeszłam do Praxedes pomagając jej podnieść się z podłogi i podeszłam do Maurice'a który był w ciężkim szoku, mówiąc:
-Musimy uwarzyć Felix Felicis. Jest inna nadzieja? - Maurice wstał powoli i bardzo niepewnie. spojżał na mnie, a potem na Praxedes.
-Straciliśmy Modeste i Candidius'a? - Skinęłam głową na co jakby w odpowiedzi jego mina jeszcze bardziej zrzedła. I poszliśmy dalej, już tylko trzej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz