czwartek, 25 lipca 2013

Włamanie

-Dobra... Okey... - Powtarzała co chwilę Praxedes, jak zwykle zestresowana w przypadku wizji w której wszystko może pójść nie tak. Ale przecież włamanie planowaliśmy od dawna! Jedyne co mogło nie pójść zgodnie z planem to to, że jakimś cudem ktoś odkryje co mamy zamiar zrobić. Lecz czy przy tak brawurowym planie coś może nie wypalić? Oto plan:
1. O 17:00 idziemy do kuchni coś przekąsić, żeby potem nie musieć iść na kolację.
2. Wszyscy zrucają na siebie dobrze wyćwiczone zaklęcie Cameleonus'a.
3. Czekamy pod gabinetem Slughorna, aż wyjdzie na kolację.
4. Rzucamy zaklęcie "Protegius" ("Protego" działające na konkretny mały obszar) na zamek od drzwi, by Slughorn nie mógł zabezpieczyć go swoimi super ochronnymi zaklęciami.
5. Czekamy aż Ślimak (Slughorn) zniknie za rogiem i wchodzimy po cichu do jego gabinetu.
6. Wołamy "Accio" na książkę.
 A. Jeśli przylatuje szukamy przepisu na Felix Felicis i kopiujemy kartkę z przepisem.
B. Jeśli nie przylatuje przewalamy cały gabinet w poszukiwaniu książki, a po znalezieniu jej kopiujemy kartkę z przepisem.
7. Sprzątamy gabinet i zwiewamy jak najszybciej zamykając drzwi zaklęciem.
Taki plan nie może się nie udać!
...
Pod wieczór uznaliśmy, że możemy już wychodzić. Wszystko robiliśmy zgodnie z planem. Poszliśmy do kuchni gdzie skrzaty obficie obdarowały nas jedzeniem, które spożyliśmy w pośpiechu. Potem poszliśmy wszyscy do dormitorium chłopców. Dlaczego właśnie tam? Bo w pokoju wspólnym wszyscy widzieliby gdyby nagle 5 osób znikło, a do dormitorium dziewczyn chłopcy nie mają wstępu. Złapaliśmy się wszyscy za ręce, żeby się potem nie pogubić i Candidius rzucił na wszystkich zaklęcie stapiające cię z tłem. Potem poszliśmy pod gabinet Ślimaka i czekaliśmy aż wyjdzie. Gdy już zwątpiliśmy, że kiedykolwiek to zrobi on postanowił wyjść. Modesta szybko rzuciła zaklęcie Protegiusa na zamek u drzwi gdy Ślimak zamykał drzwi zabezpieczając ją tymi swoimi formułkami. Gdy śledzony zniknął za rogiem śmiało weszliśmy do miejsca włamania. W środku nie panował bałagan, ale porządkiem bym tego nie nazwała.
-Accio książka! - prawie krzyknął Maurice, ale nic się nie wydarzyło. - Czyli wersja B? - zapytał bez przekonania.
-Yhymm... - Odparłam głosem mającym dodać im otuchy lecz tak przygnębiającym, że nawet ja nabrałam chęci do jak najszybszego opuszczenia tego pomieszczenia. Po 15 minutach pokój wyglądał jak ruina, a po książce nie było nawet śladu. Nagle poczułam jakby coś na mnie gwałtownie wpadało i poczułam napierającą zewsząd ciemność, po czym...
-Joiselle? Joiselle! Nic ci nie jest? - To był Maurice, nie widziałam go, ale poznałam po głosie. Leżałam na podłodze, a na lewej skroni czułam potworny ból. Spojrzałam na co też upadłam i zobaczyłam kant jakiejś gróbej mugolskiej książki o sadzeniu roślin doniczkowych.
-Cccco... Co się stało? - zapytałam spostrzegając, że nie jestem już przezroczysta.
-Upadłaś i oczy ci stanęły w słup, a potem zaczęłas mówić, że dzisiejszej nocy stanie coś strasznego, mówiłaś coś o napadzie na największą i najlepiej chronioną twierdzę czarodziejską i, że przyjdzie następca Sama-Wiesz-Kogo... - tu Maurice zostawił mi chwilę ciszy na przemyślenie tego co powiedział, czy raczej na przemyślenie tego co powiedziałam ja - nieświadomie.
-Ale na szczęście nie jestem głupi! - wtrącił się Candidius - jak puściłaś nas i słyszeliśmy, że upadasz zacząłem walić we wszystko zaklęciem antycameleonusowym i trafiłem nie tylko w ciebie, ale też w ukryte drzwiczki w ścianie, które po wielu wyczynach zaklęciowych przedstawionych nam przez Modesta otworzyły się uważając naszym oczom książkę, na którą wszyscy czekaliśmy! - Zaczął mówić coraz głośniej, donośniej i z coraz większym zamiłowaniem do rzeczonej księgi. W sumie brzmiało to jak przemowa premiera próbującego przekonać jak ważne jest to a nie tamto.
-I co skopiowaliście tą stronę z przepisem? - zapytałam zniecierpliwiona.
-No pewnie, może lepiej spadajmy. Zdążyliśmy już posprzątać, chodźcie... - Powiedział Maurice lecz ledwo skończył, a do pokoju wszedł Slughorn. Jego mina wyrażała szczere zdumienie na mój widok (reszty osób nie widział).
-Co tu robisz Panno Burton? - zapytał podejrzliwie.
-Bardzo przepraszam Pana za to najście, ale gdy ukazują mi się wizje przyszłości nabywam tendencji do lunatykowania, było tak i poprzednim razem. - To było oczywiści łgarstwo, ale Ślimak nie musiał o tym wiedzieć.
-A co tym razem widziałaś? - zapytał teraz już bardziej z niepokojem niż podejrzeniem.
-Dziś w nocy Hogwart zostanie napadnięty, porwą wielu ludzi, Sam-Pan-Wie-Kto ma następce. - nie wiedziałam tego zanim tego nie powiedziałam, a nie wiem skąd przyszły słowa wypowiedziane moimi ustami.
20 minut później gdy wszystko dokładnie opowiedziałam Slughornowi i gdy poczęstował mnie płynem pokrzepiającym, ogłoszono alarm, rozkazujący wszystkim ochronić Hogwart przed przepowiedzianą napaścią jak to tylko możliwe.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz